Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 stycznia 2014

Goodbye, brother.

         W środę, po świątecznej przerwie powrócił na antenę serial „Supernatural”. Jako fanka produkcji wyczekiwałam go i ucieszyłam się kiedy w końcu wrócił. Włączając odcinek byłam szczęśliwa, że znowu ujrzę tak dobrze mi znane i lubiane postacie. Mój humor jednak psuł się wraz z kolejnymi minutami, a kiedy pojawiły się napisy końcowe, byłam już lekko zirytowana. No bo ile można oglądać tę samą akcję z lekkimi zmianami w szczegółach? Sam Winchester zostaje opętany w co drugiej serii. Jak nie demon, to Lucyfer, a teraz anioł. Really? Coś tu chyba nie halo… ale dobra, to bym jeszcze przeżyła. Okay, Dean chciał ratować brata, myślał, że będzie dobrze. Scenarzyści mieli taki pomysł, wszystko fajnie. Bardziej zirytowała mnie końcowa scena, w której nasi cudowni bracia Winchester rozstają się. Znowu. Ich kłótnie kończą się tak mniej więcej we dwóch odcinkach każdej serii, żeby w kolejnym bracia znów połączyli swoje siły w walce z demonami, potworami, czy co im się tam napatoczy. Serio to już się robi monotonne i po prostu denne. Zastanawiam się, co stało się z tymi scenarzystami, którzy potrafili stworzyć postać troszkę nieporadnego Castiela, czy genialnego w byciu złym i dobrym jednocześnie Crowleya, a teraz nie potrafią wysilić się chociaż na odrobinę dawnej oryginalności. 



        Moim zdaniem ten odcinek w dużej mierze uratowany został przez postać Crowleya, którego zobaczyć na ekranie, to wręcz czysta przyjemność. Mark Sheppard, który wciela się w postać mojego ulubionego bohatera, króla piekieł, jest fenomenalny w swej roli. Gdyby nie on to po ostatnim odcinku zastanawiałabym się czy naprawdę chcę jeszcze oglądać ten serial. Crowley jednak zachęca. Jego styl bycia, kwestie, które wypowiada… to wszystko przekonuje mnie do tego, żeby jednak dalej oglądać ten serial.
        Mam nadzieję, że ta cała akcja z braćmi Winchester, to tylko chwilowy kryzys twórców i niedługo zobaczę coś co przekona mnie, że oglądając „Supernatural” dalej mogę czuć te same pozytywne emocje, jak wtedy, kiedy oglądałam pierwsze odcinki. Może jestem trochę zbyt negatywnie nastawiona, ale to raczej wina twórców, którzy po prostu przyzwyczaili mnie do wyższego poziomu. 



Pozdrawiam

@BuddhaForMarta

środa, 15 stycznia 2014

Nowość HBO

Kiedy nadchodził czas zakończeń wszystkich seriali, spowodowany świętami i końcem jesiennej ramówki, jak to fanka tego typu rozrywki zaczęłam szukać na stronach telewizji kiedy powrócą oraz co nowego będą nam mieli do zaoferowania po nowym roku. Moją uwagę przykuła jedna z nowości HBO True Detective. Stało się to prawdopodobnie dlatego, że główne role grają tam dwaj rewelacyjni i na pewno nie do końca doceniani aktorzy, Matthew McConaughey (laureat Złotego Globa dla najlepszego aktora za rolę Rona, w dramacie Dallas Buyers Club) i Woody Harrelson, czyli wg mnie para doskonała ;). Choć przed Detektywem mogliśmy oglądać ich razem tylko w dwóch produkcjach, jak Surfer, czy EdTV, to uważam, że aktorsko są dla siebie stworzeni. Nie wiem, czemu ciągle mam przekonanie, że grali oni ze sobą w setkach filmów.. Może dlatego, że patrząc na nich na ekranie, widać, że po prostu bardzo się lubią:). Nawet pomimo, iż nieraz zdarzało im się grać postacie, które delikatnie mówiąc nie należały do przyjemnych ;P, to mimo wszystko zawsze się ich lubi.. przynajmniej ja tak mam, ale przeglądając różne fora na ich temat zauważam, że nie jestem jedyna.

Wracając jednak do Detektywa. Serial opowiada historię dwóch detektywów Rusta i Martina, którzy w 1995 roku pracowali nad sprawą dziwnego morderstwa w Luizjanie. Dwie zupełnie inne postacie, dwa zupełnie różne charaktery. Rust (McConaughey) to człowiek z przeszłością, zamknięty w sobie, który dużo czasu spędził na analizie własnego życia i tego do czego ono prowadzi. Bardzo dokładny, starający się zauważyć i zbadać wszystkie detale sprawy. Martin (Harrelson) natomiast, to dobry policjant, ustatkowany mąż i ojciec dwójki dzieci, który w podczas swojej wieloletniej kariery zawodowej nie musiał użyć broni. Jest spokojny i na początku nie podoba mu się do końca podejście do życia nowego partnera.
Fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, a bohaterów poznajemy, kiedy są oni w pewien sposób przesłuchiwani, po 17 latach od wspomnianej sprawy, ponieważ miejsce miało podobne morderstwo i tamtejsza policja podejrzewa, że mają ze sobą coś wspólnego.


Nie będę pisała więcej, bo nie chodzi mi o spoilery.
Moje wrażenia po pierwszym odcinku? Starając się nie sugerować sympatią do aktorów, ale bardziej patrząc na treść i jakość, oceniam go pozytywnie. HBO raczej rzadko mnie zawodzi. Nie jest to serial z tych, których oglądanie przyniesie nam dużo śmiechu i radości, ale nie to ma on na celu. Z pewnością czekam na kolejny odcinek i to, jak potoczą się losy bohaterów w kolejnych odsłonach. 





@byjoann