Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popkultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą popkultura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 2 lutego 2014

Last Mile Home, czyli „Sierpień w hrabstwie Osage”

    Sięgając po ten film kompletnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Nie znałam historii, treści, przekazu… Wiedziałam, że Meryl Streep była nominowana za kreację w nim do Złotego Globu i jest nominowana do Oscara oraz, że obraz od początku do końca wypełniają znakomici aktorzy, którzy powinni być sami w sobie sukcesem. Jednak czasami w postaciach można dopatrzeć się przerysowania i zbyt wielu, często niepotrzebnych emocji, które mogą przeszkadzać, ale mogą również oddać ten teatralny i troszkę tragiczny obraz.
    Film jako adaptacja sztuki teatralnej (autorstwa Tracy Letts) dzieje się właściwie cały czas w jednym miejscu –  w domu Violet Weston (Meryl Streep), do którego po zaginięciu jej męża przyjeżdżają trzy córki Barbara (Julia Roberts) z rodziną, Karen (Juliette Lewis) z partnerem, Ivy (Julianne Nicholson) oraz siostra Violet z mężem i synem.
Rodzina z problemami, przeszłością, tajemnicami, kłamstwami, które z każdym dniem budują coraz większe napięcie, a uzależnienie od narkotyków Violet nie polepsza panującej tam sytuacji. Wszyscy się kłócą i kompletnie nie czuć rodzinnej atmosfery, a raczej grupę ludzi, którzy akurat teraz muszą ze sobą przebywać, bo.. tak wypada. Nie ma miłości, przyjaźni, nie ma nawet szacunku, który według mnie powinien panować niezależnie od relacji, jednak daje do myślenia, a chyba to właśnie było jego zadaniem.
    Film podpięty pod gatunek komediodramatu, co dla mnie jest żartem, bo osobiście wielu śmiesznych momentów w tym filmie nie widziałam, chyba, że śmieszy kogoś nienawiść i cudze nieszczęście. Oczywiście były momenty, kiedy uśmiech i u mnie zagościł, jednak to nie ten rodzaj uśmiechu, który widzi się u ludzi, podczas oglądania lekkiej komedii w niedzielny wieczór, a bardziej uśmiech smutku. Sięgając po tę produkcję, sięgamy po film o ludziach, którzy nie potrafią, nie mogą lub nie chcą być szczęśliwi. Są przyzwyczajeni do tragedii jaka ich otacza, przez co nie widzą szans na zmianę.. a najlepszą według nich obroną przed takim życiem jest ucieczka - od problemów, siebie nawzajem, dawnego życia, od domu, który tak źle im się kojarzy.
Sierpień w hrabstwie Osage to film, który polecam ludziom, którzy lubią kino dramatyczne, postacie troszkę oderwane od rzeczywistości, którzy podejdą do niego z lekkim przymrużeniem oka. Nie będą to dwie godziny świetnej zabawy, ale z czystym sumieniem mogę napisać, że będą to dwie godziny poświęcone produkcji, o której będziemy myśleć jeszcze przez kilka chwil po jej zakończeniu.


@byjoann


piątek, 17 stycznia 2014

Goodbye, brother.

         W środę, po świątecznej przerwie powrócił na antenę serial „Supernatural”. Jako fanka produkcji wyczekiwałam go i ucieszyłam się kiedy w końcu wrócił. Włączając odcinek byłam szczęśliwa, że znowu ujrzę tak dobrze mi znane i lubiane postacie. Mój humor jednak psuł się wraz z kolejnymi minutami, a kiedy pojawiły się napisy końcowe, byłam już lekko zirytowana. No bo ile można oglądać tę samą akcję z lekkimi zmianami w szczegółach? Sam Winchester zostaje opętany w co drugiej serii. Jak nie demon, to Lucyfer, a teraz anioł. Really? Coś tu chyba nie halo… ale dobra, to bym jeszcze przeżyła. Okay, Dean chciał ratować brata, myślał, że będzie dobrze. Scenarzyści mieli taki pomysł, wszystko fajnie. Bardziej zirytowała mnie końcowa scena, w której nasi cudowni bracia Winchester rozstają się. Znowu. Ich kłótnie kończą się tak mniej więcej we dwóch odcinkach każdej serii, żeby w kolejnym bracia znów połączyli swoje siły w walce z demonami, potworami, czy co im się tam napatoczy. Serio to już się robi monotonne i po prostu denne. Zastanawiam się, co stało się z tymi scenarzystami, którzy potrafili stworzyć postać troszkę nieporadnego Castiela, czy genialnego w byciu złym i dobrym jednocześnie Crowleya, a teraz nie potrafią wysilić się chociaż na odrobinę dawnej oryginalności. 



        Moim zdaniem ten odcinek w dużej mierze uratowany został przez postać Crowleya, którego zobaczyć na ekranie, to wręcz czysta przyjemność. Mark Sheppard, który wciela się w postać mojego ulubionego bohatera, króla piekieł, jest fenomenalny w swej roli. Gdyby nie on to po ostatnim odcinku zastanawiałabym się czy naprawdę chcę jeszcze oglądać ten serial. Crowley jednak zachęca. Jego styl bycia, kwestie, które wypowiada… to wszystko przekonuje mnie do tego, żeby jednak dalej oglądać ten serial.
        Mam nadzieję, że ta cała akcja z braćmi Winchester, to tylko chwilowy kryzys twórców i niedługo zobaczę coś co przekona mnie, że oglądając „Supernatural” dalej mogę czuć te same pozytywne emocje, jak wtedy, kiedy oglądałam pierwsze odcinki. Może jestem trochę zbyt negatywnie nastawiona, ale to raczej wina twórców, którzy po prostu przyzwyczaili mnie do wyższego poziomu. 



Pozdrawiam

@BuddhaForMarta

wtorek, 14 stycznia 2014

Dlaczego?

W sumie, to od dawna zastanawiałam się nad założeniem bloga o tym, co kręci mnie najbardziej, jednak nigdy mi się to nie udało. Dlaczego? Nie wiem.. może z powodu braku czasu albo motywacji. Przedwczorajszy odcinek Sherlocka sprawił jednak, że chyba po prostu do tego dojrzałam. Nigdy nie ukrywałam, że kino, seriale i muzyka to rzeczy, które interesują mnie najbardziej i poza żelkami i czekoladą to bez nich nie mogłabym żyć.
Moje studia nie mają nic wspólnego ze sztuką… może to właśnie dlatego urodził mi się pomysł na bloga?! Jako raczej artystyczna dusza, chyba po prostu brak mi miejsca na to, by się kulturalnie wyżyć, bo większość moich znajomych ma zupełnie inne zainteresowania. Rozmawianie o okropnie długim czasie przerwy między kolejnymi odcinkami Supernatural, dyskusja na temat paskudnego charakteru Joffrey’a, czy ostatniego odcinka trzeciego sezonu Sherlocka nie jest dla nich, a ja czasami po prostu potrzebuję trochę odejść od rzeczywistości i zwyczajnie się w ten sposób zrelaksować. Każdy ma w końcu jakieś swoje nałogi… a propos robiłam dziś prezentację na temat uzależnień i chyba sobie uświadomiłam, że sama w pewien sposób do osób uzależnionych należę, tyle że moja miłość do dzieł twórców takich telewizji jak np. FOX, HBO, TheCW czy BBC kończy się ewentualnie na kilku wolnych popołudniach spędzonych z aktualnie ulubionym, czy nowo odkrytym serialem.

Żeby od samego początku nie zanudzać, to napisze jeszcze, że blog poświęcony będzie serialom, filmom i muzyce, którymi to właśnie teraz się najbardziej interesuję, na których to premierę dzisiaj najbardziej czekam, ale również tymi, które były dla mnie ważne kiedyś i dzięki którym mam takie, a nie inne zainteresowania.

Enjoy:)
@byjoann