W środę, po świątecznej przerwie powrócił na antenę serial „Supernatural”. Jako fanka produkcji wyczekiwałam go i ucieszyłam się kiedy w końcu wrócił. Włączając odcinek byłam szczęśliwa, że znowu ujrzę tak dobrze mi znane i lubiane postacie. Mój humor jednak psuł się wraz z kolejnymi minutami, a kiedy pojawiły się napisy końcowe, byłam już lekko zirytowana. No bo ile można oglądać tę samą akcję z lekkimi zmianami w szczegółach? Sam Winchester zostaje opętany w co drugiej serii. Jak nie demon, to Lucyfer, a teraz anioł. Really? Coś tu chyba nie halo… ale dobra, to bym jeszcze przeżyła. Okay, Dean chciał ratować brata, myślał, że będzie dobrze. Scenarzyści mieli taki pomysł, wszystko fajnie. Bardziej zirytowała mnie końcowa scena, w której nasi cudowni bracia Winchester rozstają się. Znowu. Ich kłótnie kończą się tak mniej więcej we dwóch odcinkach każdej serii, żeby w kolejnym bracia znów połączyli swoje siły w walce z demonami, potworami, czy co im się tam napatoczy. Serio to już się robi monotonne i po prostu denne. Zastanawiam się, co stało się z tymi scenarzystami, którzy potrafili stworzyć postać troszkę nieporadnego Castiela, czy genialnego w byciu złym i dobrym jednocześnie Crowleya, a teraz nie potrafią wysilić się chociaż na odrobinę dawnej oryginalności.
Moim
zdaniem ten odcinek w dużej mierze uratowany został przez postać Crowleya,
którego zobaczyć na ekranie, to wręcz czysta przyjemność. Mark Sheppard, który
wciela się w postać mojego ulubionego bohatera, króla piekieł, jest fenomenalny
w swej roli. Gdyby nie on to po ostatnim odcinku zastanawiałabym się czy
naprawdę chcę jeszcze oglądać ten serial. Crowley jednak zachęca. Jego styl
bycia, kwestie, które wypowiada… to wszystko przekonuje mnie do tego, żeby
jednak dalej oglądać ten serial.
Mam
nadzieję, że ta cała akcja z braćmi Winchester, to tylko chwilowy kryzys twórców i niedługo zobaczę coś co przekona mnie, że oglądając „Supernatural” dalej mogę
czuć te same pozytywne emocje, jak wtedy, kiedy oglądałam pierwsze odcinki.
Może jestem trochę zbyt negatywnie nastawiona, ale to raczej wina twórców,
którzy po prostu przyzwyczaili mnie do wyższego poziomu.
Pozdrawiam ♥
@BuddhaForMarta





