Sięgając po ten film kompletnie nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Nie
znałam historii, treści, przekazu… Wiedziałam, że Meryl Streep była nominowana za
kreację w nim do Złotego Globu i jest nominowana do Oscara oraz, że
obraz od początku do końca wypełniają znakomici aktorzy, którzy powinni być
sami w sobie sukcesem. Jednak czasami w postaciach można dopatrzeć się przerysowania
i zbyt wielu, często niepotrzebnych emocji, które mogą przeszkadzać, ale mogą również
oddać ten teatralny i troszkę tragiczny obraz.
Film jako adaptacja sztuki teatralnej (autorstwa Tracy Letts)
dzieje się właściwie cały czas w jednym miejscu – w domu Violet Weston (Meryl Streep), do
którego po zaginięciu jej męża przyjeżdżają trzy córki Barbara (Julia Roberts)
z rodziną, Karen (Juliette Lewis) z partnerem, Ivy (Julianne Nicholson) oraz
siostra Violet z mężem i synem.
Rodzina z problemami, przeszłością, tajemnicami, kłamstwami,
które z każdym dniem budują coraz większe napięcie, a uzależnienie od
narkotyków Violet nie polepsza panującej tam sytuacji. Wszyscy się kłócą i
kompletnie nie czuć rodzinnej atmosfery, a raczej grupę ludzi, którzy akurat
teraz muszą ze sobą przebywać, bo.. tak wypada. Nie ma miłości, przyjaźni, nie
ma nawet szacunku, który według mnie powinien panować niezależnie od relacji,
jednak daje do myślenia, a chyba to właśnie było jego zadaniem.
Film podpięty pod gatunek komediodramatu, co dla mnie jest
żartem, bo osobiście wielu śmiesznych momentów w tym filmie nie widziałam,
chyba, że śmieszy kogoś nienawiść i cudze nieszczęście. Oczywiście były
momenty, kiedy uśmiech i u mnie zagościł, jednak to nie ten rodzaj uśmiechu, który
widzi się u ludzi, podczas oglądania lekkiej komedii w niedzielny wieczór, a
bardziej uśmiech smutku. Sięgając po tę produkcję, sięgamy po film o ludziach, którzy
nie potrafią, nie mogą lub nie chcą być szczęśliwi. Są przyzwyczajeni do tragedii
jaka ich otacza, przez co nie widzą szans na zmianę.. a najlepszą według nich obroną
przed takim życiem jest ucieczka - od problemów, siebie nawzajem, dawnego
życia, od domu, który tak źle im się kojarzy.
Sierpień w hrabstwie Osage to film, który polecam ludziom,
którzy lubią kino dramatyczne, postacie troszkę oderwane od rzeczywistości,
którzy podejdą do niego z lekkim przymrużeniem oka. Nie będą to dwie godziny
świetnej zabawy, ale z czystym sumieniem mogę napisać, że będą to dwie godziny
poświęcone produkcji, o której będziemy myśleć jeszcze przez kilka chwil po jej
zakończeniu.
@byjoann
















